
Konizmy w biznesie
2025-12-29
Mały Książę
2026-01-02
Konizmy w biznesie, czyli o tym jak się nie zagalopować puszczając sobie wodze fantazji (część 2).
Konie stoją nie tylko w stajni – są obecne w naszym języku i codziennym życiu. I to od wieków. Obecne są również w biznesie, częściej niż nam się wydaje.
W pierwszej części felietonu "Konizmy w biznesie" było o uważności („pańskie oko…”), emocjach („trzymać nerwy na wodzy”) i o tym, że „rycerz na białym koniu” rzadko dowozi transformację. Dziś dokładam kilka kolejnych.
„Czarny koń” w projektach i rekrutacjach uwielbiamy faworytów: tych głośnych i pewnych siebie. A potem pojawia się czarny koń, cichy ekspert, ktoś z drugiego planu, albo zespół, któremu nikt nie dawał szans. I nagle to oni robią robotę. Dla lidera to lekcja: nie myl widoczności z wartością. Czasem najlepszy talent nie krzyczy, tylko dowozi.
„Nie warto kopać się z koniem”: ile energii marnujemy na walkę z tym, na co nie mamy wpływu: „rynek jest zły”, „szef nie rozumie”, „system i procedura- nie nadaje się”. Owszem, są sytuacje, w których trzeba stanąć w szranki. Ale dojrzałe przywództwo potrafi odróżnić odwagę od uporu. Czasem największą siłą jest…zmienić strategię, zamiast walić głową w mur.
„Jak spadać to z wysokiego konia” brzmi brawurowo, ale w biznesie ma dwa oblicza. Z jednej strony: ambicja, odwaga, sięganie po więcej. Z drugiej: ryzyko inflacji ego. Bo z wysokiego konia łatwo spaść… i narobić szkód w zespole. Mądry lider robi więc dwie rzeczy: podnosi poprzeczkę i stawia na bezpieczeństwo (przeglądy ryzyk, etapy projektu, feedback, decyzje oparte na danych). Wtedy nawet jeśli się potkniemy, uczymy się, a nie demolujemy.
„Robić kogoś w konia” to nie zawsze jest wprost oszustwo. Czasem to „ładna narracja” bez pokrycia: obiecana autonomia, a potem mikrozarządzanie. Obiecana transparentność, a potem cisza w eterze. Obiecane „doceniamy ludzi”, a potem standardem jest „zrób to po godzinach”. Zaufanie w zespole buduje się długo, a stracić je można jedną decyzją. I wtedy już nie ma zaangażowania , a jest opór. A opór, jak wiemy, potrafi zniechęcić nawet najlepszego rumaka.
„Co koń wyskoczy” to tempo, które w wielu firmach stało się normą: szybciej, więcej, natychmiast. Tylko że sprint wciąż sprintem, ale organizacja to nie finał olimpiady. Lider, który non stop gna „co koń wyskoczy”, może na chwilę dowieźć wynik… a potem dziwi się, że zespół nie ma już ani energii, ani serca, ani pomysłów. Czasem największą sztuką jest wiedzieć kiedy przyspieszamy, a kiedy regenerujemy się.
„Postawić na złego konia” to klasyk błędów strategicznych: zainwestować w rozwiązanie, które wygląda świetnie na slajdzie, ale nie działa w realu. Albo postawić na „gwiazdę”, która świeci mocno, ale truje atmosferę w zespole. Tu przydaje się prosta zasada: zanim postawisz sprawdź, jak ten koń zachowuje się w terenie, nie tylko na pokazowym maneżu.
Mówi się, że „darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby”. W biznesie warto zajrzeć, zanim wsiądziesz… bo potem może się okazać, że to nie jest koń do galopu, tylko koń juczny do dźwigania cudzych oczekiwań.
Inspiracją do postu był wykład Urszuli Kowalczuk „Konizmy polskie – kulturowe dziedzictwo wspólnego życia ludzi i koni -w ramach konferencji "Zwierzęta w kulturze wsi - między tradycją, symbolem a opowieścią” realizowanej w ramach grantu „KPO dla Kultury”, sfinansowanego przez Unię Europejską NextGenerationEU [25 października 2025 r.]
Załączam link i zapraszam do posłuchania! Pasjonująca opowieść.
Warszawa, 30 grudnia 2025 roku
-------------------------------------------------------
Zainteresowałam Cię? Skontaktuj się ze mną! Wspieram talenty i liderów pomagając im zwiększać efektywność pracy.


